Wino i Steki ARGENTYNY

STEKI i WINO ARGENTYNY lubimywino.pl Folwark Stara WiniarniaArgentyńskie steki były jednym z trzech powodów, dla których wybraliśmy się w podróż do Ameryki Południowej. Jak się okazało o PRAWDZIWYCH STEKACH nie mieliśmy pojęcia! Znany nam dotychczas płaski kawałek wołowiny smażony krótko z obu stron nijak się ma do aromatycznego, soczystego i rozpływającego się w ustach mięsiwa, które dane nam było skosztować w kilku miejscach w Argentynie. Smak tego mięsa to z pewnością wynik hodowli  opartej na wolnym wypasie na czystych i rozległych pastwiskach argentyńskiej pampy.

W restauracjach ze specjalnym grillem (po hiszpańsku parrilla) można zjeść przysmaki przyrządzane z różnych części wołowego mięsa m.in. :

Asado (żeberka)
Bife de chorizo (stek z wołowiny zrazowej)
Bife de costilla (stek z kością)
Bife de lomo (stek z polędwicy)
Ojo de bife (stek z antrykotu)

Zamarynowane wcześniej mięso piecze się od kilku do kilkunastu minut na żywym ogniu na ruszcie.

Często w witrynach restauracji widać żarzące się parrille, przygotowywane od rana dla gości, którzy pojawią się tu wieczorem. Czasem  wystarczy uliczny grill z dużym rusztem, zrobiony z metalowej beczki,  gdzie przy dźwiękach muzyki piecze się wielkie połacie mięsa naszpikowanego papryką i przyprawami . Takie miejsca przyciągają nie tylko muzyką i smakowitym zapachem , ale i niepowtarzalną atmosferą, o czym mogliśmy się przekonać  na niedzielnym targu ciągnącym się kilka kilometrów wzdłuż ulicy Defensa w San Telmo w Buenos Aires.

W Argentynie kolację jada się późno, a restauracje otwierają się dopiero po godz. 19-tej. Przekonaliśmy się o tym w Ushuaia, gdzie w niedzielne popołudnie na próżno szukaliśmy otwartej restauracji lub choćby baru. Nic z tego – sjesta to rzecz święta :)

Trzeba jakoś oszukać głód i przetrwać kilka godzin, ale było warto…

Estancia w centrum miasta – tam jedliśmy pierwszego argentyńskiego steka. Frytki okazały się zbędnym dodatkiem, ale na szczęście zamówiliśmy tylko jedną porcję. Pokaźnych rozmiarów, cudownie soczysty i aromatyczny stek, w połączeniu z Malbekiem  Alamos 2015 smakował wyśmienicie!

Nastrojowy półmrok na zdjęciach to efekt niezamierzony – akurat wtedy w okolicy Ushuaia była awaria gazociągu (tak, tak, to nie pomyłka – gaz jest podstawowym źródłem energii w Patagonii).

Następna okazja stekowej uczty trafiła się w Mendozie.

W naszym hostelu Punto Urbano polecono nam restaurację Fakundo, więc byliśmy ciekawi jak wypadnie porównanie z wyśmienitym stekiem w Ushuaia. Wina nie zamawiamy (chwilowy detoks :) ). Lubimy steki well done, więc trzeba chwilę poczekać… Zamówiony baby beaf to spora porcja mięsa, mogłaby wystarczyć na 3 osoby! Kelner dzieli go na 2 części i podaje na talerz. Mięso jest soczyste, w aromatycznym sosie, posypane świeżo zmielonym pieprzem, miękkie i lekko różowe w środku. Bardzo nam smakuje, a w naszym rankingu otrzymuje drugą lokatę – stek z Ushuaia na razie nr 1 :)

Najedzeni, z nowymi doświadczeniami kulinarnymi spędzamy resztę dnia na błogim lenistwie i obserwacji życia w Mendozie.

Kolejne kulinarne odkrycia czekały na nas kilka dni później w Buenos Aires. Także tutaj rekomendacja „lokalsów” była wyznacznikiem jakości, a polecona restauracja Las Cabras była tym, czego szukaliśmy. Wszystkie stoliki były zajęte, a przed wejściem kłębił się tłum głodnych turystów. Trzeba było się wpisać na listę oczekujących i po ok. 30 minutach usiedliśmy przy stoliku w gwarnej sali. Tym razem postanowiliśmy spróbować innych przysmaków z wołowiny, o których słyszeliśmy wiele dobrego.  Wybór padł na asado czyli żeberka. Po chwili kelner przyniósł po 3 solidne kawałki pieczonych żeberek ułożonych na desce, a porcja mięsa była tak duża, że zamówione frytki trudno było zjeść. Mięso było bardzo smaczne, dobrze upieczone, ale jednogłośnie stwierdziliśmy, że nie ma to jak steki…:) Wina tym razem też nie zamawiamy, bo jest środek dnia, a przed nami jeszcze kilkugodzinne zwiedzanie miasta w sporym upale.

Dwa dni później trafiamy do restauracji  Gran Parrilla del Plata przy zbiegu ulic Peru i Chile w dzielnicy San Telmo. To typowa argentyńska restauracja urządzona w dawnym sklepie rzeźnika, z niepowtarzalnym klimatem i wyśmienitym jedzeniem!

Wybieramy duży, 2-osobowy bife de chorizo z ziołowymi przystaweczkami i sałatę z pomidorów i słodkiej cebuli, tym razem bez frytekJ Malbeca mieliśmy już w nadmiarze, więc zamawiamy Cabernet Sauvignon Emilia Nieto Sentiner 2016. Sympatyczny kelner, zgodnie ze sztuką serwowania wina, najpierw zdejmuje plastikową folię otaczającą górną część butelki, potem wbija korkociąg w sam środek korka, wkręca go prawie do końca, opiera metalową podpórkę korkociągu na szyjce butelki i wyciąga korek, jedną ręką przytrzymując butelkę i  podpórkę. Kiedy już prawie cały korek został wyciągnięty, wykręca go delikatnie i nalewa odrobinę wina do spróbowania, cały czas trzymając butelkę tak, aby etykieta była zwrócona w stronę osoby zamawiającej.

W połączeniu z aromatycznym stekiem wino smakuje doskonale i nawet nie wiadomo kiedy opróżniamy całą butelkę!

Temu stekowi przyznaliśmy drugie miejsce w naszym rankingu, pierwsze zajął stek z Ushuaia, a trzecie – stek z Mendozy.

W pamięci pozostaną nam wspaniałe smaki i zapachy kuchni argentyńskiej, chwile spędzone w urokliwych miejscach Argentyny i ludzie, których tam poznaliśmy. To najcenniejsza pamiątka z tej niezwykłej podróży:)

I na koniec  jeszcze rozwiązanie zagadki z poprzedniego odcinka naszych relacji:

Po co sadzi się krzewy róż w winnicy?

Róże są roślinami bardzo wrażliwymi na szkodniki i jako pierwsze są atakowane np. przez mączniaka. Dzięki temu winogrodnik może w porę przeciwdziałać zagrożeniom.